EnglishDeutsch strona gwna cmentarze Ratujc pami stan 1925 bukowiec wykaz cmentarzy bibliografia linki kontakt z autorem

Odbudowane więzi...

Od 2015 roku w gminie Czerniewice trwają prace związane z uporządkowaniem czterech cmentarzy ewangelickich. Wójt Andrzej Bednarek dąży do zachowania dziedzictwa kulturowego na jej terenie. Przy okazji prac udało się zebrać wiele ciekawych materiałów, dotyczących kolonistów, a także nawiązać kontakty z potomkami Niemców, mieszkających w gminie Czerniewice do 1945 r.

Jedną z osób, która skontaktowała się z pracownikiem Urzędu Gminy nadzorującym prace nad ewangelickimi nekropoliami, jest prawie 80-letnia Ella Pester, mieszkająca w Chemnitz w Saksonii w Niemczech. Historia jej życia to ciągłe poszukiwanie prawdy o sobie i utraconej w wyniku zawieruchy wojennej rodzinie, ze szczęśliwym jednak zakończeniem. Okazja na poznanie prawdy nadarzyła się we wrześniu 2016 roku, kiedy w materiałach publikowanych przez Urząd Gminy w Czerniewicach pojawiła się informacja o Aleksandrze Schumannie, ojcu Elli. Jego pogrzeb w 1954 r. był ostatnim pochówkiem na cmentarzu ewangelickim w Stanisławowie Studzińskim. Ella Pester napisała wówczas krótki życiorys, który miał przybliżyć jej historię. Niewiele w jej pamięci pozostało jednak obrazów rodziców, rodzeństwa, domowego ogniska, którego została pozbawiona w wyniku wyniszczającej polityki III Rzeszy. Tekst wspomnień przytaczamy poniżej. Z języka niemieckiego na język polski przełożyła go Barbara Stanisławska, germanistka z Zespołu Szkół i Przedszkola w Czerniewicach.

Krótki zarys mojego życia – Ella Pester z domu Schumann

Nie mogę dokładnie powiedzieć, kiedy się urodziłam. W Niemczech stwierdzono, że było to w Annopolu 25 listopada 1937 r. Moimi rodzicami byli: Aleksander i Wanda Schumannowie. Do szkoły byłam zapisana w Rawie Mazowieckiej. Przypominam sobie, że nie wracałam codziennie do domu. Nie mogę powiedzieć, gdzie mieszkałam w Rawie. Pewnego dnia podjechał pod przed szkołę samochód ciężarowy i dużo dzieci, również i ja zostaliśmy na niego załadowani. Moja mama stała w pobliżu samochodu. Powiedziała do mnie, że powinnam z nimi jechać, tak będzie dobrze dla mnie. Mogłam mieć około 7 lat. Bardzo płakałam i nie mogłam zrozumieć dlaczego moja mama mnie odsyła i co to wszystko miało znaczyć. Z Rawy pojechaliśmy na dworzec. Przypominam sobie, że wsadzono nas do pociągu. Przeszliśmy przez wiele obozów. Jakie i gdzie? Dokładnie nie pamiętam. Jechaliśmy pociągami, na ciężarówkach i przebywaliśmy uciążliwe piesze marsze. Mieliśmy przy sobie tylko małe walizki i koc. Dzieci, które po drodze się rozchorowały, były zostawiane. Co się z nimi stało, tego nie wiem. W różnych obozach byliśmy świadkami rozstrzeliwania ludzi. Jako dziecko nie mogłam tego zrozumieć. Pewnego dnia zakończyły się marsze, podróże i znalazłam się na stacji Limbach-Oberfrohna w Saksonii w Niemczech. Stacja ta w czasie NRD była obozem pionierskim dla dzieci do 14 roku życia (wypoczynek, zabawa), a teraz jest miejscowością wypoczynkową dla dzieci i młodzieży. Podczas wojny stacjonowała tam jednostka SS. Zabrana ze sobą walizka miała dla mnie ważne znaczenie. W niej na karteczce znajdowało się imię i nazwisko mojego ojca – Aleksander Schumann, moje imię – Ella i słabo czytelna data moich urodzin – 24 lub 25 listopada 1937 r. Jak wspomniałam urzędy uznały mój dzień urodzin, jako 25. Nie miałam innych dokumentów i aktów.

Mając 9 lat trafiłam do rodziny zastępczej do Limbach-Oberfrohna. Od tego momentu miałam pod dostatkiem jedzenia i byłam porządnie ubrana. Tam też uczęszczałam do szkoły. W domu był zakład szewski, gdzie musiałam pomagać, ale nie sprawiało mi to trudności. Po około 6 miesiącach musiałam opuścić rodzinę, gdyż moja przybrana matka ciężko zachorowała. Następnie znalazłam się w rodzinie zastępczej w Klaffenbach, gdzie zostałam wychowana po chrześcijańsku. Tam przebywałam aż do czasu uzyskania pełnoletniości. W podzięce za opiekę nade mną i zapewnienie mi dachu nad głową opiekowałam się moimi rodzicami zastępczymi, gdy byli w podeszłym wieku. W wieku 15 lat wyuczyłam się zawodu, jako pracownik włókiennictwa w fabryce ESDA w Klaffenbach. Produkowaliśmy rajstopy głównie dla RFN. W tym zawodzie pracowałam aż do emerytury (1992 r.). Na początku lat 60. poznałam w Karl-Marx-Stadt (do 1953 r. miasto nazywało się Chemnitz i tak się nazywa dzisiaj) mojego męża Clausa Pestera (ur. 1938 r.), który mieszkał w dużej miejscowości Gruena w pobliżu Karl-Marx-Stadt. Pobraliśmy się 2 kwietnia 1966 r. Claus był pierwszym mistrzem budowy samolotów i pracował właśnie w Karl-Marx-Stadt. NRD próbowało budować samoloty razem ze Związkiem Radzieckim. Niestety produkcja została wstrzymana i całkowicie przeniesiona do Związku Radzieckiego. Claus miał tam wyjechać, jednak tego nie uczynił. Od tego czasu pracował jako ślusarz. Później zainteresował się minerałami, zaczął je zbierać i obrabiać. Skonstruował nawet maszyny do obróbki kamieni. Wielu znajomych przychodziło do nas, żeby ciąć i szlifować kamienie. Claus traktował to jako hobby. W międzyczasie pracował jako samodzielny konserwator pojazdów, a później w firmie zajmującej się kamieniami i minerałami. Produkowali płyty kamienne do muzeum i odrestaurowania pałacu Sanssouci w Poczdamie. Te ciężkie prace odbiły się na jego zdrowiu, tak że przewlekle zachorował. Zmarł 13 kwietnia 2011 r.

Trudno było mi wyobrazić sobie, że jestem sama i nie mam żadnych krewnych w Polsce, dlatego też w latach 60. zwróciłam się do Czerwonego Krzyża o pomoc w poszukiwaniach. W 1965 r. odnaleziono w Annopolu Małym moją przyrodnią siostrę Olge Frydę Kempin. Poszukiwania moich rodziców, jak również mojej metryki urodzenia w księgach kościelnych, nie przyniosły żadnych rezultatów. W tym czasie z NRD ciężko było wyjechać za granicę. Po złożeniu stosownego wniosku i załatwieniu formalności w Polsce mogłam wyjechać i poznać Olgę. Do Warszawy jechałam pociągiem. Po drodze odbywały się szczegółowe kontrole graniczne. W pociągu rozmawiałam z poznaną tam kobietą, głównie o sobie, dokąd jedziemy, kim jesteśmy. Ta kobieta wiedziała, że jestem poszukiwana przez krewnych z Lipska. Po powrocie przekazała im mój adres – o tym może innym razem. Po przyjeździe do Warszawy, odebrano mnie i pojechałam do Annopola Małego. Byłam bardzo przerażona zastanymi warunkami. Nie mogłam pojąć, co stało się z gospodarką i w jakich warunkach żyją moi krewni. Powitanie i przyjęcie było raczej powściągliwe. Nie dowiedziałam się wiele o rodzinie, gdzie przebywają moi rodzice i przyrodnia siostra Marta. Olga i jej mąż milczeli, albo padały nieprawdziwe wypowiedzi. Po powrocie do Niemiec musiałam te wszystkie przeżycia jeszcze raz przeanalizować. Życie jednak toczyło się dalej. Kupiłam jeden z najstarszych domów w Gruena, w następnych latach rozbudowaliśmy go wspólnie z mężem. Wszystkie zarobione pieniądze zainwestowaliśmy w jego utrzymanie. Trzymaliśmy także zwierzęta: świnie, owce, kury, psy i koty. Później również ptactwo. Kiedy Olga Kempin wystąpiła z wnioskiem opuszczenia z całą rodziną Polski i przeprowadzenia się do nas, zaproponowałam jej wyjazd do Niemiec Zachodnich, ponieważ tam nastąpił rozwój gospodarczy i mieliby lepsze możliwości funkcjonowania. Moja rada okazała się słuszna. Całej rodzinie dobrze się powodziło. Jednakże skutek był taki, że do 1989 r. odwiedzałyśmy się bardzo rzadko, albo prawie wcale. Dopiero po Zjednoczeniu Niemiec zaczęłyśmy kontaktować się częściej i tak jest do dzisiaj z jej dziećmi. Aż do ostatnich dni swojego życia, moja siostra Olga nie mówiła o tym, co stało się z rodzicami i z Martą. Nie mogę pojąć dlaczego ona zataiła przede mną historię rodziny. Krewni z Lipska dostarczyli mi pewnych wskazówek, których nie mogłam uporządkować. Opowiedziano mi, że moja matka i przyrodnia siostra Marta zginęły w obozie w Warszawie. Nie wiem dlaczego były w obozie? Ciągle zadaje sobie pytanie, co stało się z moim ojcem, dlaczego nie mieszkał już w gospodarstwie w Annopolu Małym? Kiedy i gdzie umarł? Odkąd wiem, gdzie jest jego grób, odczuwam chwile szczęścia. Pozostaje pytanie, dlaczego wokół wszystkiego robi się taką tajemnicę. Historia jest historią, a przeszłość – przeszłością. Zostałam tak wychowana, że należy wybaczać. Mam nadzieję, że rodzice byli dobrymi, uczciwymi i wierzącymi w Boga ludźmi. Nie daje mi również spokoju myśl, dlaczego moja mama odesłała mnie samą, może to była wtedy najrozsądniejsza decyzja? Dlaczego ona nie przeżyła? Dlaczego Olga i mój ojciec przeżyli? To są pytania, które mnie dręczą i nikt nie może mi na nie udzielić odpowiedzi. Cieszę się bardzo, że znalazłam krewnych w Kanadzie. Im wszystkim wiedzie się dobrze, pomimo podeszłego wieku. Jestem szczęśliwa, że nie jestem sama. W mojej ojczyźnie czuje się dobrze, nawet gdy samemu nie jest łatwo. Wsparcie znajduję w córce Clausa z pierwszego małżeństwa - Baerbel, w jej synu Richardzie, który mieszka ze mną w moim domu oraz w znajomych, którzy mnie odwiedzają i mi pomagają.

Od czasu spisania wspomnień Ella poznała już odpowiedzi na nurtujące ją pytania. W materiałach zebranych do opracowania historii cmentarza ewangelickiego w Stanisławowie Studzińskim, oprócz informacji o ojcu Elli, znalazły się również wiadomości o innych członkach rodziny Schumannów. Prawda była coraz bliżej. W odkrywaniu historii pochodzenia Elli, wspierał ją w Niemczech Juergen Matthes, z którym przyjaźni się od ponad 30 lat. Ella bardzo przeżywała całą tę historię z uzyskiwaniem nowych informacji. Była radość i łzy szczęścia, szczególnie wtedy gdy otrzymała fotografię rodzinną z 1939 r. Znaleźli się na niej prawie wszyscy z jej najbliższej rodziny. Z relacji Juergena wiadomo, że wiele czasu spędziła spoglądając na nią, rozmyślając… Każda informacja o rodzinie była dla niej na wagę złota. Przez całe życie próbowała dowiedzieć się czegoś więcej. Nie było to łatwe zadanie, niektórzy milczeli jak zaklęci, a inni każdą jej pisemną prośbę o pomoc argumentowali brakiem dokumentów. Rzeczywiście księgi metrykalne parafii ewangelickiej w Rawie Mazowieckie, do której administracyjnie należał teren obecnej gminy Czerniewice, zaginęły, chyba już bezpowrotnie. Istotne okazały się jednak relacje osób, które pamiętają okres okupacji. Nieocenionej pomocy w tym zakresie udzieliła Jadwiga Bronowska, pochodząca z Teodozjowa, a obecnie mieszkająca w Teklinie. Będąc już w sędziwym wieku – 88 lat - potrafi przywołać osoby i wydarzenia z okresu swojego dzieciństwa, które upłynęło w sąsiedztwie niemieckich kolonistów. Pomimo braku dokumentów w jej pamięci zostali ocaleni, zarówno ci którzy nie działali na szkodę Polski, jak i ci którzy niechlubnie zapisali się na kartach historii. Cennym źródłem fotografii przedstawiających rodzinę Schumannów okazali się jej krewni z Kanady, o których istnieniu dowiedziała się dopiero w zeszłym roku. Jedna z sióstr ojca Elli -Elza, która z powodu miłości nieakceptowanej przez matkę uciekła za ocean, przez długie lata życia zgromadziła liczne fotografie członków rodziny. Dzisiaj w Kanadzie, gdzie mieszkała, żyją jej liczni potomkowie, którzy pielęgnują pamięć o rodzinie Schumannów i chętnie udostępnili posiadane materiały. Szczególnie zainteresowani historią rodziny są Ken Morley i Peter Besler. Warto jeszcze wspomnieć, że Elza, która wyjechała z Polski w 1928 r. (we wspomnianych wcześniej okolicznościach), nie zdecydowała się jej nigdy odwiedzić. Zmarła w 1994 r. Obecnie żyje jeszcze czworo z pięciorga dzieci Elzy. Ella Pester, jak wspomniała, nawiązała już z nimi kontakt. Rodzinną historię pielęgnuje również Wanda Mąkolska, 90 – letnia kuzynka Elli ze Skierniewic (matka Wandy była siostrą Aleksandra Schumanna). W październiku zeszłego roku z dziećmi odwiedziła grób swoich dziadków w Stanisławowie Studzińskim. Ostatnim razem była tam w 1954 roku. W jej wspomnieniach zachował się obraz szukającej się po wojnie rodziny. Los wielu jej członków do dzisiaj pozostaje nieznany. Wanda ma jeszcze siostrę Melidę, która jest kolejną nowo poznaną kuzynką Elli. W poszukiwania rodzinnych dokumentów i fotografii włączyli się również potomkowie stryja Elli – Pawła Schumanna, w okresie II wojny światowej wójta gminy Czerniewice. Otwarci na współpracę byli: Paweł Szuman i jego żona Dorota z Łodzi, jak i rodzina mieszkająca w Niemczech – Jutta Schumann, doktor historii na Uniwersytecie w Stuttgardzie. Do tego wszystkiego doszła kwerenda w Archiwum Państwowym w Piotrkowie Trybunalskim, oddział w Tomaszowie Mazowieckim oraz w Niemieckim Archiwum Federalnym w Berlinie, skąd uzyskano dokładne dane osobowe rodziców i części rodzeństwa Elli wraz z fotografiami.

Po wnikliwej analizie zachowanych dokumentów i rozmowach z osobami, które posiadały informacje o rodzinie Schumannów Ella Pester odzyskała swoją tożsamość. Dzisiaj już wiadomo, że urodziła się jako Elly Melanie Schumann. Prawidłową datą urodzenia jest ta przyjęta w Niemczech, z zamazanej karteczki. Miejscem urodzenia był Annopol, obecnie jest to Annopol Mały. Jej ojcem był Aleksander Schumann (1882-1954). Matką była natomiast Wanda z domu Jess (1899-1945), trzecia żona ojca, pochodząca ze Staropola (obecnie Bukowiec, gmina Żelechlinek). Wanda Schumann w styczniu 1945 r. została zabrana przez Armię Czerwoną do Warszawy, gdzie pracowała przy odgruzowywaniu stolicy i tam zmarła z wycieńczenia. Rosjanie do Warszawy zabrali również przyrodnią siostrę Elli – Martę Elzę Schumann (1921-1945), która według relacji rodzinnej uchodziła za urodziwą kobietę. Wykorzystano to, a w ostateczności ją zastrzelono. Podobny los miał spotkać Olgę Frydę Kempin, ale jeden z dowódców rosyjskich zadecydował, że nie zostanie zabrana z uwagi na opiekę sprawowaną nad dzieckiem. Rodzina Kempinów, jako jedna z nielicznych odzyskała po wojnie swoje gospodarstwo rolne. W czasie wojny rodzina współpracowała z oddziałami partyzanckimi, którzy prowadzili działania dywersyjno-sabotażowe przeciwko niemieckim okupantom. Dodatkowo kwerenda w Archiwum Federalnym ujawniła istnienie przyrodniego brata Elli – Leopolda Pawła (1924-1941). Pamięta go Wanda Mąkolska. Jego pogrzeb przypomniała sobie również Ella. Powoli wracają kolejne wspomnienia.

Wydarzenia, o których pisze Ella w pierwszych zdaniach życiorysu, to ewakuacja dzieci niemieckich ze szkoły z internatem w Rawie (obecnie jest to budynek Szkoły Podstawowej nr 1). Rzeczywiście było to jesienią 1944 r. Dzieci z Rawy zostały przewiezione do Skierniewic, a następnie pociągiem wywiezione do Niemiec w celu zapewnienia im bezpieczeństwa przed nadchodzącą Armią Czerwoną. Ojciec Elli, podobnie jak inne osoby niemieckiego pochodzenia, po wojnie stracił gospodarstwo i został przydzielony do przymusowej pracy w polskim gospodarstwie rodziny Galińskich w Teodozjowie. Tam też zmarł.

Nie odnaleziono dokumentów, ani osób, które wykazałby, że rodzice Elli skrzywdzili swoimi poglądami i działaniami kogokolwiek. Byli bierni, jednak dobrowolnie podpisali Niemiecką Listę Narodowościową i korzystali z przywilejów z nią związanych.

Stosunki polsko-niemieckie w okresie II wojny światowej i niedługo po jej zakończeniu, będą jeszcze przez wiele lat tematem drażliwym. Nie powinno się generalizować, a punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Ella Pester planuje odwiedzić gminę Czerniewice, chce wrócić chociaż na chwilę do rodzinnych stron. W ostatnich miesiącach zyskała wiele cennych informacji, uzyskała odpowiedzi na nurtujące ją przez całe życie pytania. Nie przypuszczała, że ma w Polsce tylu krewnych. Chce nawiązać z nimi relacje, a zaczęła od wysłania kartek z okazji Świąt Bożego Narodzenia…

Tekst: Dominik Kępa



Tomasz Szwagrzakkontakt