EnglishDeutsch strona gwna cmentarze Ratujc pami stan 1925 bukowiec wykaz cmentarzy bibliografia linki kontakt z autorem


Wywiad z Aleksandrą Makowicz-Kmiecik, historyczką z Uniwersytetu Zielonogórskiego

Na internetowych profilach pojawiła się kolejna książka, która zwróciła moją uwagę. Myślę tu o „Cmentarzach ewangelickich i pomnikach poległych podczas I wojny światowej w gminie Żary” (wersja na stronie wydawcy: link do wersji w PDF), autorstwa Aleksandry Makowicz-Kmiecik i Błażeja Grysztara - młodych badaczy z Uniwersytetu Zielonogórskiego. Ponieważ to kolejne opracowanie będące zwieńczeniem prac inwentaryzacyjnych, postanowiłam poznać autorkę, o której słyszałam od mojego poprzedniego rozmówcy (pana Grzegorza Ostrowskiego) i zadać jej kilka pytań. Oczywiście rozpoczniemy od pytań bardzo osobistych.

A.M.-K. Ukończyłam studia magisterskie na kierunku historia na Uniwersytecie Zielonogórskim. Obecnie na tej samej uczelni jestem doktorantką w Instytucie Historii w Zakładzie Historii XVI-XVIII wieku. Mam 27 lat. Prywatnie jestem szczęśliwą żoną i mamą dwójki dzieci.

Czym omawiana książka jest? Pracą magisterską? A może jest związana z doktoratem?

A.M.-K. Książka jest efektem moich zainteresowań i związanych z nimi wieloletnich badań i analiz zachowania nagrobków na cmentarzach ewangelickich w województwie lubuskim. Moja praca magisterska poświęcona była epitafiom szlacheckim.

Wybór obszaru nie był przypadkowy?

A.M.-K. Teren, który objęliśmy badaniami, do 1945 r w zdecydowanej mierze wchodził w skład państwa niemieckiego. Muszę przyznać, że stan zachowania cmentarzy jest różny, w zależności od konkretnej gminy i powiatu. Ciężko jest określić, co jest tego powodem, ale historycy przypuszczają, że wynika to z „sumienności” realizacji zaleceń, jakie urzędnicy otrzymywali w latach 60. i 70. XX wieku, kiedy to po raz kolejny na szeroką skalę przeprowadzono akcję niszczenia wszelkich przejawów niemieckości obszarów, o których mówimy. A skąd akurat pomysł na gminę Żary? Po inwentaryzacji nekropolii uznaliśmy, że szybko postępująca ich destrukcja wymaga naszej pracy na tym terenie.

Inwentaryzacja?

A.M.-K. Będąc studentką historii wspólnie z kolegą Błażejem Grysztarem, współautorem omawianej książki, aktywnie uczestniczyliśmy w pracach Studenckiego Koła Epigraficznego. Pod kierunkiem dr Adama Górskiego braliśmy udział w wielu badaniach terenowych, w trakcie których od podstaw uczyliśmy się epigrafiki. Wtedy też zdaliśmy sobie sprawę, jak wielkim źródłem wiedzy dla historyków, ale również np. dla demografów i socjologów, są płyty nagrobne na opuszczonych i często zaniedbanych cmentarzach ewangelickich.

Książka odwołuje się do pani wcześniejszych publikacji związanych z tematyką cmentarzy.

A.M.-K. Nawiązuje pani do artykułów. Poruszam w nich wątki zachowania cmentarzy, dbania o nie, ale również możliwości wykorzystania do badań naukowych. Pracując nad nimi, staram się wiele rozmawiać z mieszkańcami, słucham ich i to pomaga mi zrozumieć i zauważyć zmieniającą się świadomość mieszkańców tzw. „Ziem Odzyskanych”. Wiele osób rozumie już, że ziemie, na których prowadzę badania i na których też mieszkam, mają burzliwą historię i nic tego nie zmieni. Myślę, że wpływ na to ma także upływ czasu i to, że zmieniło się postrzeganie Niemców jako sąsiadów zza Nysy Łużyckiej i Odry, z którymi powinnyśmy współpracować. W coraz większej ilości miejscowości zauważam pomniki z treścią „Byłym mieszkańcom – obecni”, albo tworzone lapidaria z zachowanych elementów nagrobków. Niestety zniszczeń z minionych dekad nikt już nie jest w stanie cofnąć i wielu spoczywających pozostanie na tych nekropoliach bezimiennymi.

Książka jest efektem pracy dwóch autorów, ale też sporo osób dostało podziękowanie za pomoc w jej tworzeniu.

A.M.-K. Myślę, że gdyby nie zaangażowanie wielu osób, to ta książka zwyczajnie nigdy by nie powstała i wspólnie z Błażejem Grysztarem stwierdziliśmy, że nie mogliśmy ich pominąć. Doktora Adama Górskiego po dziś dzień darzymy ogromnym szacunkiem i wiemy, ile mu zawdzięczamy. To właśnie on nauczył nas, jak należy obcować z epigrafiką. Nie mniejszy ukłon skierowaliśmy w stronę profesorów Uniwersytetu Zielonogórskiego, Małgorzaty Konopnickiej i Radosława Domke, którzy jako wybitni specjaliści w swoich dziedzinach badawczych zawsze nas wspierali, pomagali i zdecydowali się zostać recenzentami omawianej książki. Publikacja to również efekt długich i żmudnych badań w terenie, w których potrzebowaliśmy pomocy, ale także dyskusji ze znajomymi, którzy ukierunkowywali nas na kwestie, które zdecydowaliśmy się ująć w monografii. Wymienionym z imienia i nazwiska i tym wszystkim, którzy pozostali anonimowi, serdecznie dziękujemy za okazaną pomoc.

Czy prowadziliście jeszcze inne działania tego typu?

A.M.-K. Studenckie Koło Epigraficzne próbowało rozpropagować ideę ratowania pamięci o byłych mieszkańcach ziem zachodnich. Ja osobiście kilka lat temu odwiedziłam rodzinną miejscowość moich dziadków na Ukrainie – Podhajce, gdzie również zinwentaryzowałam to, co pozostało po polskich mieszkańcach. Tamten cmentarz różni się od tych, które napotykałam podczas pracy w woj. lubuskim.

Czym się różni?

A.M.-K. Przede wszystkim Podhajce były miastem wielowyznanionym. Do dziś zachował się jeden z największych w Europie kirkutów i cmentarz prawosławno-katolicki. Polskie groby pod wpływem czasu zaczęły się przechylać i zarastać trawą, ale nie są zdewastowane tak, jak bywa to na ziemiach zachodnich.

Prace inwentaryzacyjne prowadzi pani nadal, pomimo zakończenia studiów.

A.M.-K. Po zakończeniu działalności koła studenckiego razem z Błażejem Grysztarem inwentaryzujemy cmentarze na własną rękę, co również widać po publikacji, która nie ukazała się w serii. Próbujemy współpracować z włodarzami gmin.

Na jakiego odbiorcę pani liczyła, pisząc omawianą książkę?

A.M.-K. Książka została napisana w taki sposób, aby trafiła do szerokiego grona odbiorców. Chciałabym, żeby sięgnęli po nią współcześni mieszkańcy wiosek, w których znajdują się opisane cmentarze, ale również regionaliści i pasjonaci historii. Widząc zainteresowanie, z jakim książka się spotkała, mogę stwierdzić, że założone cele udało się zrealizować. Mam cichą nadzieję, że publikacja wzbudzi zainteresowanie w Niemczech i sięgną po nią potomkowie osób spoczywających na opisywanych przez nas nekropoliach.

Jak opisałaby pani doświadczenia zdobyte w trakcie prowadzenia badań?

A.M.-K. Przygotowując się do napisania tej książki zdawałam sobie sprawę, że zmieniła się mentalność mieszkańców i że teraz podchodzą inaczej do ewangelickich nekropolii. Zaskoczyła mnie jednak ich szczera troska o nie. Wielokrotnie podczas prac w terenie podchodzono do mnie i pytano co ja tutaj robię, czy niczego nie niszczę itp. To mnie cieszy i osobiście wewnętrznie mobilizuje do dalszych prac, bo wiem, że ktoś po efekty moich badań sięgnie.

To była pierwsza książka?

A.M.-K. Tak. Obecnie, również wspólnie z Błażej Grysztarem, napisaliśmy następną książkę poświęconą cmentarzom wyznaniowym do 1945 r. w gminie Pszczew. Nie ma jej jeszcze w wersji papierowej, ale na stronie wydawnictwa można pobrać ją w formacie pdf (link do wersji PDF). Obszar ten położony jest w północno-wschodniej części woj. lubuskiego. Jeszcze w okresie II Rzeczpospolitej przez teren tej gminy przebiegała granica polsko-niemiecka, a większość mieszkańców Pszczewa i okolic była Polakami. Zachowane cmentarze, w tym przypadku ewangelickie, katolickie i żydowskie, ukazują, że przez szereg lat dobre sąsiedztwo wielu kultur na małym terytorium było możliwe.

Są pomysły na kolejne działania?

A.M.-K. Oczywiście. Nasza publikacja odbiła się w regionie szerokim echem, co bardzo nas cieszy. Wiele osób pragnie zinwentaryzować cmentarze w swoich miejscowościach, co jeśli czas pozwoli, chętnie pomożemy zrobić. Ponadto chcemy zacząć kolejny powiat.

Życzę zatem powodzenia w realizacji planów, zaś innym ośrodkom akademickim w Polsce z przyjemnością stawiam za wzór waszą uczelnię.

Wywiad przeprowadziła Hanna Szurczak, zdjęcia: archiwum A. Makowicz-Kmiecik
06.03.2019




Tomasz Szwagrzakkontakt