EnglishDeutsch strona gwna cmentarze Ratujc pami stan 1925 bukowiec wykaz cmentarzy bibliografia linki kontakt z autorem


Wywiad z Ewą Michalską, członkiem Naczelnej Rady Strzeleckiej w Związku Strzeleckim Rzeczypospolitej

Cmentarz w Brzezinach spędzał sen z powiek wielu osobom. Pojawił się podczas wiosennego rajdu rowerowego, organizowanego przez Strefę Rowerową Brzeziny (wówczas opowiadał o nim Andrzej Braun), pojawił się na profilu fb „Brzeziny bez cenzury”, pojawił się w pytaniach naszych czytelników. I jakby wywołano ten temat: via Bartek Bijak dotarła do mnie informacja, że na cmentarzu ewangelickim w Brzezinach odbyła się akcja porządkowania. Przeprowadzili ją członkowie Związku Strzeleckiego Rzeczypospolitej z Łodzi. O tej akcji i o innych sprawach związanych z działaniami ratunkowymi zgodziła się ze mną porozmawiać pani Ewa Michalska, pisarka, członek Naczelnej Rady Strzeleckiej. Pani Ewa, poproszona o kilka słów na swój temat powiedziała: „Moja pasja? Historia, a właściwie człowiek. Zawsze interesował mnie człowiek, jego przeżycia, zachowania, losy. W końcu to człowiek tworzy historię i on jest w niej najważniejszy. Najciekawsza jest ta codzienna; zwykłe ludzkie życie”.

Pani Ewo, zanim porozmawiamy o akcji porządkowania cmentarza, chciałabym, żeby przybliżyła Pani naszym czytelnikom organizację, w której pani działa.

E.M. Związek Strzelecki Rzeczypospolitej to organizacja patriotyczno – proobronna, zrzeszająca członków z całej Polski. Staramy się przekazywać historię i krzewić patriotyzm w ciekawy i niekonwencjonalny sposób. Kładziemy nacisk na szacunek dla człowieka, dla jego codziennego życia, które często mija niezauważone i szybko zapomniane. Jesteśmy łódzką jednostką, nikt z nas nie mieszka w Brzezinach.

W Brzezinach nie było zatem Strzelców z innych jednostek?

E.M. Tylko łódzka jednostka zajmuje się poszukiwaniami. Działamy we współpracy z łódzkim IPN. Właściwie nie tylko nie tylko z łódzkim, bo w tym roku pomagaliśmy panu prof. Szwagrzykowi, z czego jesteśmy dumni. W tym miejscu serdecznie dziękuję za taką możliwość.

Jak scharakteryzowałaby pani członków Związku?

E.M. Wśród nas są osoby w różnym wieku, o różnych zainteresowaniach, co daje ciekawą możliwość wzajemnego dzielenia się wiedzą, pobudza do odkrywania nowych możliwości i rozwijania talentów, często ukrytych.

Jako organizacja paramilitarna postanowiliście zająć się kwaterą wojenną w Brzezinach?

E.M. Dużo teraz się mówi o bohaterach II wojny, powstańcach, żołnierzach niezłomnych. W zapomnienie odchodzą ci, którzy przelewali krew we wcześniejszych bojach o wolność, a już zupełnie zapomina się o zwykłych ludziach, którzy w zaciszu swoich domostw dbali o to, by polskość wlać w serca swych potomków, o nauczycielach, zesłańcach, matkach oddających swych synów ojczyźnie. Zatem nie, interesuje nas nie tylko kwatera wojskowa, a cały cmentarz.

Mówi pani o przywracaniu pamięci o tych, którzy wpajali polskość swoim dzieciom... Na cmentarzu ewangelickim w Brzezinach nie znajdziemy chyba zbyt wiele takich osób?

E.M. W Brzezinach zapuszczony i brudny cmentarz jest dowodem na to, że umarła pamięć o mieszkańcach miasta. Myślę, że nie jest do końca ważne, jakiego byli wyznania. Tutaj spoczęli akurat brzezińscy ewangelicy. Ale byli przede wszystkim mieszkańcami tej ziemi, mieli tutaj swe domy i rodziny. Z pewnością można stwierdzić, że w ich sercach kwitła polska myśl. Na nagrobkach są wyryte polskie wiersze, pojawiają się spolszczone nazwiska. Nie patrzę na to pod kątem wyznania czy pochodzenia, to po prostu ludzie, którzy odeszli i nikt o nich już nie pamięta. Wojna przekreśliła ich plany na przyszłość, wszystko pogmatwała. Szczególnie ta druga, która zasiała nienawiść między mieszkańcami różnych wyznań i różnego pochodzenia, wcześniej żyjącymi w zgodzie. Ludzie żyli razem, zawierali małżeństwa, przyjaźnie i nagle ktoś kazał im się nienawidzić. Słyszałam historię o chłopcu, ewangeliku, który powiesił się, gdy jego koleżankę wywieziono do Chełmna i zagazowano, a teraz jego grób zmieniono w śmietnik. I o mieszanym małżeństwie poddanym strasznym szykanom. Takich historii brzezińskich jest wiele, wystarczy poczytać lub porozmawiać z ludźmi.

Wasza organizacja działa od dawna od 5 lat. Co spowodowało, że właśnie teraz państwa uwaga skierowała się na cmentarz w Brzezinach?

E.M. Impulsem do zajęcia się zniszczoną nekropolią był sygnał od mieszkańca Brzezin, pana Zenona Wójcika, że na terenie cmentarza jest bezimienna mogiła ofiar terroru komunistycznego. Na stronie http://communalservice.pl możemy przeczytać taką relację:
„W 1947 roku wiosną około godziny 14.00 jako 12-letni chłopiec wszedłem bramą na cmentarz, chcąc skrócić sobie drogę. Pod górką na wysokości grobów w głównej alei zobaczyłem wykopany dół około metrowej głębokości. Ziemia leżała częściowo na grobach. Dół miał przynajmniej cztery metry długości na całej szerokości alejki. Będąc w tym samym miejscu następnego dnia, zobaczyłem teren już uporządkowany i zagrabiony. Wyglądało to tak, jakby chciano kogoś pochować i zamaskować mogiłę. Moim zdaniem ówczesny Urząd Bezpieczeństwa chciał tutaj kogoś pochować. Poprosiłem o sprawdzenie tej informacji. Pamiętam doły, jednak nie wiem, czy kogoś w nich pochowano”.

Kiedy pojawiliście się państwo w Brzezinach? To była taka wizyta „zwiadowcza”?

E.M. Wizytę ,,zwiadowczą” odbył komendant Piotr Wojciechowski, który spotkał się z panem Wójcikiem i podjął decyzję, że należy podjąć poszukiwania. W porozumieniu z IPN rozpoczęliśmy pierwsze prace.

Czyli pierwszym zadaniem, jakie sobie postawiliście, było zlokalizowanie tej mogiły i zbadanie jej?

E.M. Dopóki nie zobaczyliśmy cmentarza, tak właśnie planowaliśmy. Na miejscu jednak od razu postanowiliśmy, że tak tego zostawić nie można.

W jakim stanie był wówczas cmentarz?

E.M. Sprawiał przygnębiające wrażenie. Wśród porozwalanych nagrobków walały się butelki, śmieci, trawa sięgała do pasa, a krzewy zbiły się w gąszcz nie do przebycia. Tak nie powinno wyglądać miejsce spoczynku, nikt z nas nie chciałby przecież, aby grób jego bliskich był w takim stanie.

Na cmentarzu znalazła się od razu grupa stanowiąca całą waszą organizację?

E.M. Kilka zaufanych osób, ponieważ prace poszukiwawcze wymagają zachowania pewnych procedur, których ściśle przestrzegamy.

Czy już podczas pierwszej wizyty zapadły jakieś decyzje?

E.M. Tak. Postanowiliśmy połączyć prace poszukiwawcze z pracami porządkowymi, bo nie do pomyślenia jest, by jednych zmarłych traktować z szacunkiem, podczas gdy groby innych toną pod warstwą nieczystości, lub są porozbijane i ograbione. Postanowiliśmy zająć się tym miejscem bez względu na to, ile osób przystąpi do projektu. Na szczęście kilku przesympatycznych Brzezinian pracuje regularnie, dołączają też nowe osoby, z różnych miejscowości. Stale wspomaga nas też niezastąpiony pan Rysio z Communal Service. (W rozpowszechnianiu informacji o tych działaniach ma też udział profil fb Ratując pamięć – przyp. Red.)

Jak wyglądało przygotowanie do objęcia opieką cmentarza?

E.M. Skontaktowaliśmy się z diecezją w Pabianicach, Konserwatorem Zabytków, IPN. Wszyscy z entuzjazmem podeszli do naszego projektu. Wcześniej zgromadziliśmy materiał o cmentarzu, mapy i tym podobne rzeczy, które pomogły ustalić właściciela. Teraz są otwarte archiwa, nawet dostępne w internecie i łatwo jest przygotować dokumenty, które ułatwią poszukiwania. Byliśmy tak uzbrojeni w wiedzę i „papiery”, że urzędnicza spychologia skonała w mękach. Odwiedziliśmy dwie kościelne kancelarie i Urząd Miasta Brzeziny. Grunt to się nie zniechęcać :)

Jak przebiegła pierwsza akcja?

E.M. Najpierw było spotkanie ,,zapoznawcze”, które odbyło się w maju 2017. Był obecny na nim Burmistrz Brzezin i kilku mieszkańców. Postanowiliśmy z tej nekropolii zrobić miejsce, które będzie wyglądało jak cmentarz, a nie jak śmietnik i bar dla amatorów taniego alkoholu. Później odbyło się pierwsze sprzątanie…

Po pierwszym sprzątaniu przyszły następne...

E.M. Porządkowanie przebiega systematycznie, spotykamy się w każdą sobotę. Obecnie koncentrujemy się na wycięciu i wykarczowaniu krzewów, koszeniu trawy, odkrywamy nagrobki które znajdowały się pod warstwą ziemi lub trawy. Chcemy w przyszłości je odnowić, posklejać w całość połamane ręką człowieka pomniki, niektóre naprawdę bardzo piękne i cenne. Okazało się, że cmentarz posiada własną studnię, z mechanizmem pompowania wody – oczywiście zniszczoną, ale jest już grupa osób, która chce ją oczyścić i odnowić. To Stowarzyszenie Eksploracyjno - Historyczne ,,Grupa Łódź”, które działało wcześniej na innych cmentarzach (Wiączyń, Bukowiec). Należy też naprawić ogrodzenie, miejscami zniszczone. Prace poszukiwawcze ofiar komunizmu będą kontynuowane - trzeba uporządkować teren pod badania, czyli znów wracamy do porządkowania .

Bardzo szeroko zakrojone plany!

E.M. A to nie wszystko. W planach mamy także stałą opiekę nad tym miejscem. Może zechcą je odwiedzać ludzie, ktoś zapali świeczkę, zamyśli się, wspomni? Staramy się dotrzeć do materiałów archiwalnych, odnaleźć dokumenty dotyczące spoczywających tu osób. Chcemy oznaczyć groby, może dotrzeć nawet do rodzin? Czasem potrzebny jest jakiś impuls, by coś zaczęło się dziać. Być może nasze działania staną się takim impulsem dla innych.

Jak państwa działania odbierane są przez lokalną społeczność? Kilkoro mieszkańców się przyłączyło. A inni?

E.M. Zadziwiła mnie reakcja niektórych mieszkańców Brzezin, którzy byli sceptycznie, a wręcz niechętnie nastawieni do jakichkolwiek działań zmierzających do uporządkowania cmentarza. Twierdzili stanowczo, że Niemcom sprzątać nie będą. A na tym cmentarzu leżą przecież ich byli sąsiedzi, także Polacy, żołnierze pierwszowojenni, osoby zasłużone dla miasta. Sądzę, że powinniśmy pracować nad zmianą takich postaw. Nienawiść nie prowadzi do niczego dobrego, a już mszczenie się na grobach, rozbijanie, zaśmiecanie jest zupełnie absurdalne. Oburza nas dewastacja polskich grobów za granicami, a sami nie dbamy o mogiły w Polsce. Błędne koło.

Co w następnej kolejności?

E.M. Zobaczymy co przyniesie przyszłość. Na pewno zajmiemy się innymi cmentarzami i będziemy wspierać osoby, które przywracają pamięć. Cmentarze są pomostem między światem żyjących a umarłych, nie można ich pominąć.

Serdecznie dziękuję za poświęcony mi czas i życzę powodzenia!

Wywiad przeprowadziła Hanna Szurczak, zdjęcia: archiwum Ewy Michalskiej
08.09.2017




Tomasz Szwagrzakkontakt