EnglishDeutsch strona gwna cmentarze Ratujc pami stan 1925 bukowiec wykaz cmentarzy bibliografia linki kontakt z autorem


Wywiad z Karlem Fuchsem, społecznikiem z Gostynina

Cmentarz w Gostyninie

Podczas „pospolitego ruszenia” wywołanego niedorzecznym zarzutem pod adresem pana Andrzeja Brauna, pojawił się na naszym profilu fb wpis: „Witam serdecznie. Nie jestem w stanie ocenić "polubię" czy jestem "zły". Cały artykuł pokazuje efektywność "populistycznych patriotów". Rzucają hasło, czasem sami nie wiedzą dokładnie o co chodzi, ale czują się stróżami historii polskiego narodu. Brak wiedzy tuszują różnymi hasłami w stylu Goebbelsa. Wystarczy tylko głośno i wielokrotnie powtórzyć, że tak było i ludzie będą w to wierzyć.(...) Ale ten, kto chce wierzyć w mity, któregoś dnia się boleśnie obudzi. Mam tylko nadzieję, że nie będzie za późno.” Poczułam się zaintrygowana, ponieważ ton wypowiedzi był przejmujący, zaś forma (oryginalny zapis dostępny na fb „Ratując pamięć – Wiejskie cmentarze ewangelickie województwa łódzkiego”) wskazywała na to, że osoba pisząca posługuje się językiem polskim jak językiem obcym. Zajrzałam więc na profil piszącego, zaczęłam go przeglądać i odkryłam zdjęcia pana Andrzeja Korościela. To wystarczyło. Musiałam porozmawiać z autorem komentarza. Zresztą i moi czytelnicy wysyłali sygnały, że powinnam to zrobić jak najszybciej...

Witam, panie Karlu. Odwiedził pan pana A. Korościela? Kiedy?

K.F. Witam. Jasne. Musiałem go odwiedzić. Pierwszy wyjazd się nie udał z powodu słabego przygotowania przez mnie trasy. Ponownie wyjechaliśmy, razem z żoną, z okazji pierwszego dnia adwentu. To dla mnie ważny dzień.

Znał pan go wcześniej?

K.F. A skąd? Takich ludzi poznasz tylko przez internet, z innego wywiadu. On sam nie posiada ani tv ani telefonu. To go nie interesuje.

Skąd się pan dowiedział o tej osobie?

K.F. Przez internet. Ktoś opublikował ten wywiad: natemat.pl:Niby prosta historia. Andrzej uporządkował poniemiecki cmentarz. Zajęło mu to 10 lat, bo jest niepełnosprawny

Czemu zainteresował się pan właśnie tymi działaniami, tym człowiekiem?

K.F. Wie pani, to jest tak. Sam się zajmuje sprzątaniem dawnego ewangelickiego cmentarza w miejscowości Gostynin. Znam tą robotę. Bylem ciekawy, jaki to człowiek? Jak można się zajmować taką ciężką robotą jako niepełnosprawny? Praktycznie nie wydaje się to możliwe.

A więc bliskie jest panu działanie na rzecz cmentarzy ewangelickich. Dlaczego?

K.F. Nie chodzi o „ewangelicki” cmentarz. Chodzi o szacunek dla zmarłych, przede wszystkim dawnych sąsiadów, mieszkańców tej ziemi.

Może nam pan opowiedzieć kilka słów o sobie? Interesują mnie pana wiek, zawód, wykształcenie – czy jest pan zawodowo związany z historią?

K.F. A po co? Kogo to interesuje? Ważne jest, że człowiek działa i to nie wyłącznie dla siebie, prowadząc jakieś interesy...Człowiek jest częścią społeczeństwa, jego małym kawałkiem. Jestem emerytem. Kim byłem wcześniej – to już nieważne. Powiem tylko tyle, że miałem stanowisko. Zawodowo nie bylem historykiem, ale od czasów młodości interesowałem się historią. Na maturę wybrałem właśnie ten przedmiot ;-)

Cmentarz w Gostyninie

Pana działania są bardzo wymierne – dotyczą cmentarza w Gostyninie. Od kiedy się zaczęły?

K.F. „Wymierne”... słownik jest potrzebny! Proszę chwilę czekać... Tak tylko się wydaje. Mam kilka pól do orania... Czasem to jest za dużo i przychodzi czas, że trzeba się ograniczyć. Ale jeśli chodzi o cmentarz ewangelicki w Gostyninie... Początek był zabawny. Poznałem moja żonę, zacząłem ją odwiedzać, a mieszkałem wtedy 500 km stąd. Kiedy ona szła do pracy, to ja się nudziłem. Któregoś dnia przypomniało się jej, że jest cmentarz ewangelicki w mieście i pokazała mi go. To było jakieś 12-13 lat temu. Tak się zaczęło.

Cmentarz w Gostyninie

Mówi pan o tym cmentarzu „mój”. Proszę zatem opowiedzieć nam o nim. Jak zaczęła się wasza przyjaźń i na czym teraz polega?

K.F. Po takim długim czasie na cmentarza znam prawie każdy grób. Nikt tym cmentarzem się nie interesował, oprócz pijaków, którzy mieli dobre miejsce do swoich spotkań. Nie przeszkadzała ani policja ani urzędnicy, mieszkańcy już zapomnieli o nim... Nie było to przyjemne miejsce. Szczerze mówiąc – prawdziwy śmietnik. Był już najwyższy czas, by to zmienić. Zacząłem wycinać krzaki, wywozić śmieci. Nie było tego mało. Cały czas byłem sam, dlatego „mój”. Skontaktowałem się z przedstawicielami kościoła ewangelickiego – czułem nie tylko brak zainteresowania, ale i brak chęci. Wziąłem sprawę w swoje ręce. Zacząłem się interesować tym, kto tam jest pochowany i okazało się, że pozostały dwa pomniki po wczesnych „holendrach” jak się tutaj mówi. Szukałem w internecie i trafiłem na stronę „Upstream Vistula”. Bardzo ciekawa strona jeśli chodzi o proces osiedlenia Holendrów na tych terenach. Polecam. Jest też dostępna w języku angielskim. Spotkałem się z właścicielką tej strony i okazało się, że ma swoje korzenie tuż przed Płockiem.

Cmentarz w Gostyninie

Czy posiada pan oficjalne pozwolenie na prace na rzecz cmentarza w Gostyninie? Czy cmentarz ten jest wpisany do ewidencji zabytków?

K.F. Sytuacja lata temu wyglądała tak jak już mówiłem. Nikt tym cmentarzem się nie interesował. Sytuacja prawna, moim zdaniem, wyglądała - wygląda tak: dekretem Bieruta cały majątek kościołów przeszedł na Skarb Państwa. Nadzór w tym konkretnym przypadku należy do władz powiatu, cmentarz znajduje się niedaleko od centrum miasta. Nie wiem, czy kościół ewangelicki postarał się o przywrócenie własności tego terenu. Więc nikt nie był i nie jest zainteresowany. Zauważyłem w tylnej części cmentarza bardzo zniszczony pomnik z czasów I wojny światowej. Znajomy udostępnił mi kartę inwentaryzacji tego pomnika z r 1986 sporządzoną przez Urząd Konserwatora Zabytków w Płocku. Pomnik wyglądał żałośnie. A przecież Polska podpisała Traktat Wersalski zobowiązujący do opieki nad cmentarzami Wielkiej Wojny. Wstyd mi było, że moje miasto zapomniało o tym. Jest to jedyny pomnik tego typu na terenie całego Mazowsza. Trzeba zmienić tą kiepską, nieprzyjemną sytuację. Coraz więcej ludzi rozumie, że to nie była tylko wojna cudzych mocarstw, że była to przede wszystkim wojna bratobójcza. W trakcie moich badań ustaliłem, że poległo tutaj dwóch pruskich żołnierzy z Inowrocławia. Rodzina jednego z nich szukała grobu. Cmentarz w GostyninieNo, niestety grobu nie mogłem znaleźć, bo już dawno temu cmentarze wojenne na terenie miasta zlikwidowano, ale jest pomnik. Konieczne musiałem doprowadzić do remontu tego pomnika. Udało się. Odnosząc się do międzynarodowych zobowiązań i polskiego prawa pozyskałem środki z Urzędu Marszałkowskiego, a projekt i wykonywanie powierzony został burmistrzowi. Teraz ta rodzina ma miejsce, w którym może wspominać swojego krewnego, zapalić świeczkę. Już zgłosiła się następna rodzina, chcą przyjechać w przyszłym roku.

Czy pracuje pan na tym cmentarzu sam?

K.F. Emeryt nie „pracuje”, bo za pracę powinien dostać zapłatę. Ale tego nie dostanie. Na początku pijacy proponowali pomoc. Odpowiedziałem im, że bardzo chętnie ją przyjmę. Wiec pytali, ile za to dostaną. Odpowiedziałem, że oddam połowę albo wszystko, co dostanę. Następne pytanie brzmiało: a ile burmistrz daje? Przyznałem się, że nic...Więc już mniej ich przychodziło na spotkanie...

A czy cmentarz w Gostyninie jest jedynym, na którym pana można spotkać?

K.F. Cywilnym cmentarzem – tak. Z wyjątkiem, gdy znajomi poproszą o wsparcie. Z czasem poznałem mnóstwo ludzi, którzy się interesują i zajmują się poszukiwaniem i sprzątaniem zapomnianych mogił, cywilnych i wojskowych/wojennych. I był mail od pana Adama Malińskiego, znanego działacza społecznego, czy nie posiadam piły. Potrzebowali pomocy: pani Ula Karolczak, Michał Wiśniewski i ich zespół, bo ich piła się zepsuła. Za bardzo mi nie pasowało, ale kiedy człowiek woła o pomoc to wiem, że nie da sobie rady więc pojechałem. Nie żałuję. Wspaniały zespół, pracowici ludzie, nie oszczędzają się. Szkoda, ze społeczeństwo nie zauważało i nie zauważa takich ludzi. A ich robota jest niezbędna dla zrozumienia skąd pochodzimy, w którym kierunku się rozwijamy. Ale głównie zajmuję się cmentarzami pierwszowojennymi. I można mnie spotykać jak na Podlasiu, tak też w łódzkim i mazowieckim. Kontakty utrzymuję też ze znajomymi, których nigdy nie widziałem, na przykład za Krakowem.

Jak pana pasję odbierają najbliżsi: żona, dzieci lub inni krewni?

K.F. Moja rodzina jest za daleko, żeby mieć jakiś wpływ na moje decyzje. Inni to tolerują, czasem się interesują. Ale wszyscy mają swoje sprawy, nie oczekuję wielkiego zainteresowania.

Nie jest pan z urodzenia Polakiem. Co sprawiło, że się pan nim stał?

K.F. Jestem Saksończykiem. To dla mnie ważne.

Jak to jest być Polakiem dbającym o historię tych ziem, która, jak wiemy, nie była prosta?

K.F. Jestem gościem na tym świecie, jak każdy inny człowiek. To już zrozumiałem. I tak staram się zachowywać. Jak dobry gość.

Cmentarz w Gostyninie

Jak jest pan odbierany przez mieszkańców Gostynina? Czy są dumni z takiego współobywatela, czy raczej, jak w sławnej gminie Brójce, przypisują panu złe intencje?

K.F. Ja się nie pytam kto i co o mnie myśli. Dla mnie ważne, że mogę coś dobrego robić dla miasta. Przyjadą turyści, miałem już kilku gości zagranicznych, opiekowałem się z nimi. Trudno im jest w Polsce bez języka. Czasem mam takie uczucie, że ludzie boją się przyznać, że mnie znają. Ale ogrom znajomych na facebooku świadczy o tym, że czują się solidarni. Chcą być razem ze mną. To dla mnie takie „wsparcie duchowe”, bardzo ważne. Są też znajomi, przyjaciele z Gostynina i okolic, którzy chętnie by pomagali i już to robili. Ale nie jestem typem organizatora. Nie chcę być szefem. Chcę uniknąć sytuacji, w której ktoś powiedziałby, że „Niemiec”, który jest właściwie gościem, a nie gospodarzem, staje się nadzorującym dla Polaka. Sam pomysł jest dla mnie nieprzyjemny.

Wracając do początku naszej rozmowy: jakie wnioski, może ustalenia, przywiózł pan ze spotkania z panem Korościelem?

K.F. Ja jestem pod wielkim wrażeniem tego, co ten człowiek robi. Trudno uwierzyć w to, co człowiek jest w stanie zrobić. On tego tak nie ceni, powiedział, że się rehabilituje. Żyje za 800 złotych renty, więc dużo możliwości nie ma. Robi coś z tego, co ma w zasięgu. Niesamowity człowiek. Zawiozę mu inne kule, specjalne na zimę. Będę dalej go odwiedzać – bo bardzo wysoko go cenię.

A znajomość z Andrzejem Braunem, którego zdecydował się pan bronić na fb? Jak pan myśli, uda się kiedyś razem popracować? Na jego lub pana cmentarzu?

K.F. Ja pana Andrzeja Brauna nie broniłem. Jest dorosłym człowiekiem, sam wie co należy robić, a czego nie. Chciałem mu po prostu przekazać: „Nie jesteś sam”. Zauważyłem, że tak jak na całym świecie tak i w Polsce ludzie nie są w stanie bronić się przed masową manipulacją, praniem mózgów. Pod hasłem „Patriotyzm” teraz wszystko wolno. Każdą krytykę możesz od razu zablokować, zarzucając przeciwnikowi brak „patriotyzmu”. W czasach komunistów było zabronione pytać „dlaczego”. Teraz ludzie dobrowolnie rezygnują z zadawania takiego pytania. Wygodniejsze jest powtarzać hasła... Ale tak jest na całym świecie, to nie tylko w Polsce. Ludzie mają problem ze zrozumieniem co to jest „wolność”. Pan Andrzej Braun jest mi znany już od pewnego czasu. Jest jednym z tych znajomych, których nie znam. Tylko z internetu ale i tak „współpracujemy”. On na swoim polu, ja na moim... Jesteśmy bliźniakami w myśleniu.

Cmentarz w Gostyninie

Zatem: to, co robimy jest ważne i potrzebne? Trzeba to robić pomimo złych języków?

K.F. Wszystko, każdy drobiazg, każda rozmowa o złych i dobrych stronach naszego sąsiedztwa, prowadzą do przodu, obalają bariery. Żyjmy obok siebie, miejmy swoje rodziny, pracę. Wszyscy mamy problemy, nie poznałem w moim życiu żadnej drogi bez kamieni w środku. Wiec rzucajmy te kamienia razem na bok. Raz na lewo, raz na prawo, aż nasza droga będzie przejezdna. Tylko skończmy z tą nienawiścią, zaufajmy ludzkiemu rozumowi.

Serdecznie dziękuję za wszystkie mądre słowa. Dzięki nim patrzę z większym optymizmem w przyszłość. Chciałabym prosić, by i mnie zechciał pan uważać za swojego nieznajomego znajomego. Byłby to dla mnie zaszczyt.

Wywiad przeprowadziła Hanna Szurczak, zdjęcia: Karl Fuchs 3.12.2016




Tomasz Szwagrzakkontakt